Nowa strona Hani

Idź do spisu treści

Menu główne

Terapia karmienia

 

Trochę teorii…

    Terapia karmienia prowadzona jest przez neurologopedę i polega na odpowiedniej stymulacji funkcji pokarmowych oraz zapobieganiu ukształtowania się złych wzorców w jedzeniu, co jest potem podstawą do rozwoju mowy. Dla dziecka o obniżonej sprawności ruchowej i nieprawidłowym napięciu mięśniowym, także w buzi - połykanie, żucie, gryzienie są czynnościami o sporym stopniu trudności. Wczesne badanielogopedyczne sprzyja szybkiemu podjęciu czynności stymulujących, co stanowi bazę do rozwoju mowy.


           Hania…



      Ze ssaniem mleka z piersi oraz z butelki Hania nie miała na szczęście nigdy problemu. Pierwszy raz zaniepokoiliśmy się ok. 5 miesiąca, gdy przyszedł czas na rozszerzenie diety o zupki, deserki owocowe. Okazało się, że Hania nie znosi nic, prócz mleka !  Każda próba podania jedzenia łyżeczka kończyła się niepowodzeniem. Stało się oczywiste, że chce jeść tylko mleko i wyłącznie z butelki. Pediatra polecił nam stopniowe dodawanie zupek do mleka i karmienie butelką do momentu, aż przyjdzie na Hanie pora. Nie była to słuszna droga, jednak nieświadomie podążaliśmy typ tropem jeszcze kilka miesięcy ponawiając od czasu do czasu próby karmienia łyżeczką. Bezskutecznie :(

      Na warsztatach logopedycznych z terapii karmienia pani neurologopeda zbadała Hanie, zdiagnozowała, że ma dobrze rozwinięte mięśnie okrężne buzi, że zdecydowanie wykazuje gotowość jedzenia z łyżeczki, trzeba tylko uczyć ją tego we właściwy sposób. Dodało nam to ogromnej otuchy. Tak zmotywowani rozpoczęliśmy wielomiesięczny trening karmienia, który trwa do dziś. Pojawił się jednak problem - Hania zbyt gwałtownie odchylała głowę do tyłu, co powodowało trudności w przełykaniu i nadmierne wysuwanie języka do przodu, co z kolei uniemożliwiało połykanie. Po szczegółowych instrukcjach: jak pobudzać buzie do otwierania się, jak stymulować połykanie, jak zachęcać język do transportowania pokarmu w głąb buzi kontynuujemy naukę jedzenia z łyżeczki 2 - 3 x dziennie po 20 minut.

      Dziś Hania zjada już łyżeczką dwa posiłki dziennie - kaszkę i zupkę, toleruje wszystkie  smaki :) - są to ilości dzięki którym nie musi być już dokarmiana butelką, gdyż cały czas mamy  w głowie słowa pani neurologopedy, że ssanie jest bardzo pierwotne i blokuje rozwój wyższych umiejętności.

      Przyszła też pora na chrupki kukurydziane, które jak wiadomo trzeba gryźć, uczymy się zatem, jak robić to prawidłowo. Zajęło to Hani kilka tygodni, ale już się tego prawie nauczyła. Pracujemy teraz nad tym by sama trzymając chrupkę w rączce wkładała ją sobie do buzi. Niestety, nadmierne napięcie w raczkach bardzo to utrudnia i chrupka zamiast w buzi ląduje na policzku, czy w oku :(

      Dobrym sposobem uczenia gryzienia jest też wkładanie do buzi, między szczękę a żuchwę  kawałka jabłka, melona, winogrona zawiniętego w gazę. Tego wszystkiego uczymy się razem z Hanią na comiesięcznych spotkaniach neurologopedycznych. Z gryzieniem nadal nie jest dobrze i w obawie przed zakrztuszeniem wszystkie zupki miksujemy.

       Przyszedł też czas na naukę picia z kubeczka. Szczęśliwie Hania lubi wszystkie soki. Na razie jest to specjalny kubeczek dla wcześniaków i dzieci z problemami (Medela). Trenujemy 2 x dziennie, z różnym skutkiem, ale wierzymy, że będzie coraz lepiej. Udało się już tak wiele.


Kwiecień 2010r.
 
           Przez 3 tygodnie, które spędziliśmy w szpitalu nie trenowaliśmy jedzenia łyżeczką, picia z kubeczka i gryzienia chrupek. Niestety… Po powrocie do domu zabraliśmy się więc do pracy. Na jedzenie łyżeczką z krzesełka Hania dość mocno protestuje, dlatego głównie karmimy ją trzymając na kolanach, na półleżąco.  Zaczęła w tej pozycji często odginac się do tyłu, zwłaszcza jak je zupki, chyba więc ich nie lubi. Z jedzeniem kaszki jest nieco lepiej, ale  to nie to, co było przed pobytem w szpitalu. Jakość jedzenia jest gorsza, bo „zasysa” zawartość łyżeczki,  a powinna zbierać ją ustami. No i ta pozycja na kolanach…. znienawidzona przez naszą panią neurologopedę. Gorzej też radzi sobie z chrupkami, czy chlebkiem - odgryza, ale nie bardzo chce połykać to, co ma w buzi.
 
  Trzeba jednak pochwalić Hanię, bo bardzo ładnie pije z kubeczka Medela. Co dzień wypija 3-6   kubeczków koktajlu owocowego lub danonka :) Zaczęliśmy też próby gryzienia gotowanych parówek zawiniętych w gazę, podobnie jak jabłka, mandarynki, winogrona. Wygląda to tak, że plasterek ugotowanej parówki zawinięty w gazik wkładany jest do boku do buzi, a Hania dzielnie rozgryza. Uwielbia parówki,  widać że jest mięsożerna :)

 Grudzień 2010 r.


           Wciąż uczymy i doskonalimy karmienie Hani, czyli łyżeczkę, picie z kubeczka Medela, odgryzanie i gryzienie. Każdego dnia ćwiczymy te wszystkie czynności wg wskazówek pani  neurologopedy. Hania ma lepsze i gorsze dni, co widać podczas jedzenia. Zmienne napięcie mięśniowe w buzi ( raczej zbyt niskie ) nie pozwala jej dobrze opanować wszystkich funkcji. Czasem powraca kąsanie i ssanie nawet podczas jedzenia z łyżeczki, czy picia z kubeczka. Są to czynności bardzo pierwotne, które długo staraliśmy się wyeliminować, bo nie można na nich „zbudować” nic doskonalszego. Ale co zrobić… A więc tak:

  - LYŻECZKA - Hania coraz lepiej transportuje pokarm z przodu w głąb buzi, ale warga  górna słabo pracuje, więc zbieranie jedzenia z łyżeczki jest dalekie od ideału. Ale często  tez je bardzo ładnie, wiec zależy to tez od tego jak bardzo jest głodna i poziomu emocji z tym związanych.

  - KUBEK MEDELA 30 ml - pije dość ładnie, dokładnie zbiera płyn wargami, językiem niestety często zasysa.

  - ODGRYZANIE - nieźle odgryza chleb czy chrupkę, nawet jabłko. Ale nie wie, co ma potem z tym zrobić, wiec wypycha z buzi.

  - GRYZIENIE - właściwie brak. To znaczy ładnie gryzie twarde rzeczy typu żółty ser zawinięty w gazik lub parówkę, ale już to samo bez gazy równa się zakrztuszenie, więc nie ryzykujemy.

  Za ogromny sukces można uznać to, że od 4 miesięcy Hania je domowe obiady i skończyło się   „słoiczkowe” jedzenie. Przełomowym momentem był sierpniowy turnus rehabilitacyjny, gdzie Hani  posmakowały stołówkowe dania. Ma swoją 2-czesciowa miseczkę, a w niej to, co lubi. Je puree  ziemniaczane, surówki z tartej marchewki i jabłka, selera, buraczkow, mięso, warzywa na parze.  Jedzenie jest zmiksowane lub rozdrobnione widelcem. Właściwie je wszystko, byleby tylko „papkowate” - naleśniki z serem, pierogi ruskie, zupy zagęszczone kleikiem kukurydzianym. Zdecydowanie woli słodkie smaki, typu Belriso owocowe z ryżem, Danio, Monte.

  Je banany i deserki czekoladowe - bo skończyły się już problemy z zaparciami :) Uwielbia koktajl owocowy, czyli miksowane owoce: jabłko, kiwi, pomarańcza, banan. Pije go kubeczkiem zawsze o 11.00 :)

  Zatem: apetyt Hania ma dobry, tylko technika i forma jedzenia pozostawiają wiele do życzenia.   Pani neurologopeda nie wyklucza tego, co sami w głębi duszy wiemy - być może tak jak i wielu   innych rzeczy - Hania nie nauczy się gryźć. Ale ćwiczymy i ćwiczyć będziemy. Wyboru nie ma. Hania ładnie współpracuje, zdecydowanie widać, że bardzo chce i stara się, ale po prostu ma możliwości mniejsze niż chęci.


Luty 2011r.


U Hani w jedzeniu stale coś nowego, właściwie trudno powiedzieć, jak jest  naprawdę, bo zmienia się to dość szybko. Zwłaszcza smaki - mieliśmy kilka tygodni, a nawet właściwie miesięcy, gdzie nie chciała jeść obiadów wcale, za to przepadała za deserami, serkami homogenizowanymi oraz innymi słodkosciami. Żeby zjadła cokolwiek z obiadu dawaliśmy na przemian łyżeczkę obiadu i łyżeczkę deserku, no cóż….Pani neurologopeda  wyjaśniła nam, że to skutek zażywania leku Topamaks, który Hania ma na stałe :( On powoduje takie właśnie fanaberie żywieniowe - na przykład Hania przez wiele dni nie jadła ziemniaków z obiadu, tylko marchewkę lub buraczki, a następnego tygodnia miała ochotę tylko na ziemniaki. Albo ryby. Albo kalafior lub brokuły. Nie lubiła mięsa, teraz lubi, ale wyłącznie „słoiczkowe”. Zatem zwykle robimy jej ze 2 obiadki, bo nigdy nie wiadomo na co przyjdzie jej ochota tym razem. Wydawać by się mogło, że to przesada, ale dziecko które jest leczone przeciwnapadowo musi mieć dobry transfer pokarmowy dla leków, tymczasem Hania od 2 lat waży tyle samo...

 Kwiecień 2011r. - Do tej pory 2 posiłki dziennie, czyli śniadanie i kolację, Hania jadła smokiem z  butelki. Chcieliśmy wyeliminować ssanie od dawna, lecz odruch ten miała Hania bardzo silny.   Wiedzieliśmy też, że jedzenie łyżeczką w dalszym ciągu nie jest doskonałe, więc picie z butelki w   zasadzie nieco nas uspokajało. Dawało pewność, że zje dużo i chętnie. Poza tym pozwalało zażyć  leki dodawane do jedzenia w odpowiedniej dawce. Powoli od kilku dni Hania dawała nam jednak sygnały, że na butelkę przychodzi koniec, bo odmawiała jedzenia wieczornego, wieczornego potem też i śniadania. Od 4 kwietnia karmimy zatem łyżeczką, wszystkie posiłki jedzone są z miseczki. Było początkowo trochę z tym problemu, bo głodna Hania wpadała w histerie, gdy  jedzenie podawane było zbyt wolno w jej odczuciu. Przyzwyczajona do tego, że picie ze smoka daje stale uczucie pełności w ustach :)  Potrzeba było kilki tygodni by przyzwyczaiła się do takiej  formy jedzenia, ale i teraz zdarzaja sie jeszcze chwile płakania przy jedzeniu.

 Lipiec 2011r. -Byliśmy u pani neurologopedy, na kolejnej konsultacji w sprawie karmienia. Wizyta była dość udana, bo Hania pokazała, że jak chce to umie pić słomką, a nawet pić wprost z opakowania, np. actimelka, jeśli jest spragniona. Jeśli przytrzymywać jej kanapkę z boku buzi, to nawet nieźle odgryza i mlaska, więc jesteśmy podbudowani i z nowymi siłami wprowadzać będziemy kanapki, jako jeden z posiłków.

 Menu Hani
(rozdrobnione i pogniecione widelcem)

  SNIADANIE

  Serki homogenizowane
  Jogurty
  Kaszki mleczno - zbożowe
  Kasza manna na mleku

  OBIAD

  Ziemniaczane puree z masłem
  Zupy - lubi większość, ale przeważnie nie tę, która jest akurat ugotowanaJ
  Warzywa gotowane z dodatkiem żółtego sera(starty)
  Kalafior, brokuł z bułką tartą na maśle
  Ryby - z puszki w pomidorach (szprot)
  Ryby - filety w panierce
  Buraczki gotowane tarte
  Marchewka surowa z jabłkiem tarta
  Mięso - raczej ze słoiczka
  Naleśniki
  Placuszki pszenne
  Pierogi z owocami

  Z tych produktów można wyczarować obiadek.

  PODWIECZOREK

  Kanapka z masłem i Nutellą lub serkiem, miodem, dżemem

  KOLACJA

  Musli
  Kasza manna na mleku

  PICIE

  Wszystko: soki, herbata, itd.

  Trzeba przyznać, że karmienie Hani nie należy do najprostszych czynności. Potrzebne jest krzesełko z regulowanym oparciem, spory śliniaczek, ze 2 pary rąk :), no i coś, co będzie smakować w danym dniu :). No i duuuuuuże ilości ręcznika kuchennego. W zasadzie sprostać temu zadaniu umieją tylko mama i tata. O, przepraszam - Panie w przedszkolu jeszcze sobie radzą :)

 Grudzień 2011r.


W jedzeniu Hani od kilku tygodni prawdziwa rewolucja! Ni stąd ni zowąd zaprzestała lubić  słodkie serki homo, kaszki na mleku, itd. Je za to każdą zupę i drugie danie, już często zupełnie „dorosłe”. Nie sądziliśmy, że kiedyś wreszcie doczekamy tej chwili, że ze smakiem zje normalny obiad - pulpety w sosie pomidorowym, ziemniaki i sałatkę z białej rzepy z papryką :). Teraz lubi konkretne rzeczy - kanapki z pasztetem, parówki, jajecznicę, itd.

        Nawet na kolację nie zje kaszki, a że leki podać trzeba na czymś pysznym, to mamy niezłe kombinowanie - ilość jajka na miękko w tygodniu ma swoje ograniczenia! Ale i tu mamy sposoby - Pasty! - makrela, szczypiorek, żółty ser, i jogurt naturalny albo serek Bieluch,  szynka, papryka, ogórek. Oczywiście zioła, sól i pieprz.

No i kolejny wielki sukces - Hania zaczyna wreszcie gryźć. Wygląda to tak, że odgryza kawałek czegoś, np. sera lub papryki lub kiszonego ogórka i nie ma już chęci do wypychania tego poza buzię. Po prostu próbuje to rozgryzać, malutkie pogryzione kawałeczki wypadają często z buzi - bo niestety nie domyka buzi, a słabe napięcie dodatkowo utrudnia jedzenie. Na szczęście wystarczy zastabilizować głowę i radzi sobie całkiem dobrze.

W dalszym ciągu pije z kubeczka Medela, ale i gdy jest spragniona ze szklanki, czy kubka niekapka. Co do picia słomką to nie mamy na razie sukcesu, chyba że podpompowujemy sok z kartonika. Wtedy pociągnie słomką kilka łyczków.



 Czerwiec 2012


  Już dawno nie byliśmy u naszej pani neurologopedy, bo Hania ma zajęcia w przedszkolu i w domu,  jak już wspominałam w aktualnościach - z panią Karoliną. Nie zrealizowaliśmy naszej pracy domowej z nauki picia słomką, ze względu na pogorszenie stanu neurologicznego Hani, wprowadzanie i wyprowadzanie leków, co było niezmiernie męczące dla Hani i dla nas. Na niektóre
  rzeczy po prostu nie starcza już czasu…, bo grafik jest dość napięty. Jednak cały czas realizujemy zalecenia neurologopedy - min. codzienne jedzenie chlebka przez Hanię. Zajęcia w przedszkolu obejmują niestety wyłącznie terapię karmienia, czyli doskonalenie techniki  jedzenia i picia. Brakowało nam zdecydowanie typowych ćwiczeń logopedycznych, dlatego od kilku
  miesięcy pracuje z Hanią w domu studentka - p. Karolina, dla potrzeb Hani zwana  „Panią” .  Zajęcia obejmują:


  - ćwiczenia powtarzania samogłosek A, U , I z wykorzystaniem elementów Manualnego Torowania Głosek polecanych

    przez prof. Cieszyńską z użyciem różnych pomocy
    (Pojawiają się u Hani powtórzenia i naśladowanie ruchów artykulacyjnych)
  - ćwiczenia identyfikacji zabawek (Hania kojarzy lalę i misia, wiec zbiór został powiększony o  kolejną zabawkę - piłkę)
  - różnicowanie klocków według koloru (Hania kieruje wzrok w stronę zbioru , do którego przyporządkować dany klocek)
  - nadawanie znaczenia poleceniu „daj”, pytaniu „gdzie?”, wyrażeniu „nie ma”
  - ćwiczenia gestu wskazywania palcem
  - słuchanie wyrażeń dźwiękonaśladowczych (zwierzęta) z wykorzystaniem książeczek, nagrań i  figurek zwierząt
  - wskazywanie części twarzy w trakcie masażu logopedycznego

  Teraz o jedzeniu Hani. Odkąd odstawiliśmy lek Topamaks, zażywany od maja 2010 roku, apetyt córeczki jest bez zarzutu :) Je dużo i chętnie. Są to nadal rzeczy grudkowate, bo z gryzieniem kiepsko. Hania zamiast tego - rozciera jedzenie o podniebienie górne, a język nadal ma tendencję do nadmiernej pracy ku przodowi, zatem zdarza się, że końcówka porcji wypada z buzi. Hania   podczas jedzenia stale domaga się kolejnych porcji, wiec buzia jest cały czas pełna, bo jeszcze nie  połknie jednej, a już domaga się kolejnej łyżki. Tempo karmienia jest zatem spore, dlatego nie  zawsze możemy stosować się do wskazówek logopedy, co czasem wyklucza idealną technikę. Cieszymy się jednak, że Hania sygnalizuje bardzo wyraźnie, że jest głodna, czy spragniona.   Pokazując kubeczek pytamy - chcesz pić? I jeśli uśmiecha się lub zaczyna „kwękać” na jego widok, to podajemy picie dalej, jeśli nie, zaprzestajemy. Dając picie mówimy „proszę” - wtedy chętnie otwiera usta. Setki razy stosowane powtórzenia przynoszą oczekiwany skutek. Powiedziano nam, że czytając dokumentację medyczną Hani, można by sądzić, że jest karmiona sondą. Tymczasem radzi sobie naprawdę dobrze. Uwielbia chwytać za łyżeczkę kierowaną w stronę buzi, co nieraz kończy się przebieraniem Hani i odkurzaniem dywanu (właściwie został już definitywnie złożony). Wg godzin Hani jedzenia można regulować zegarek. Gdy nadchodzi 12, czy 16 zaczyna po prostu mlaskać i się denerwować. Dopuszczalne opóźnienie - 30 minut :)

Styczeń 2013r.


   W jedzeniu u Hani duże zmiany - w końcu pojawiła się gotowość gryzienia! W praktyce oznacza to tyle, że mięso, czy warzywa podajemy jej do buzi w kawałku i sama odgryza sobie porcję i „przetwarza” to na małe drobinki i…..połyka (najczęściej)  zadowolona, zamiast próbować się „tego” pozbyć z buzi językiem. Panie Przedszkolanki poszły już nawet o krok dalej - bo rozdrabniają chyba tylko sałatkę z kiszonej kapusty, a cały obiad dają Hani „na gryzienie”. Nie ma dziewczyna łatwo! W  związku z tym właśnie treningiem, córeczka je drugie dania w przedszkolu, żeby było na czym  ćwiczyć, bo zupa….dawana łyżeczką-nie daje przecież pola do popisu! Dodatkowo  - przed śniadaniem, na które składa się „łyżeczkowy”mus owocowy - Panie dają Hani na wstępie coś do  gryzienia - szynka, żółty ser, papryka, winogrona - kiedyś w gazie, teraz już wprost do buzi:)  Apetyt ….wspaniały - je wszystko - jak dorosły :)
 
  Hania nauczyła się też pić przez słomkę. Jak wiadomo jest to istotne w podróży czy na rehabilitacji, gdzie kubek z rozlewjącym się piciem nie jest wskazany. Zeszło nam długo dość z tym treningiem, a  wyglądało to tak:

1. Jeśli dziecko umie pić z kubeczka, np. Medela to kubek JUŻ kojarzy mu się z piciem. Teraz należy oswoić dziecko ze słomką. Dla Hani było to długo bardzo śmieszne, zagryzała słomkę, otwierała buzię mając w niej słomkę, itd.(słomkę harmonijkową, np z Ikea skracamy tak, by wygodnie było ją trzymać w kubku)

2. Po jakimś czasie można przejść na soczki w małych kartonikach i przy podawaniu picia słomką  podpompowywać soczek . To na dłuższą metę nie jest fajne, bo sok w kartonie jest zimny, i chemiczny, a trzeba zużyć dużo takich kartoników.

     3.Trzeba kupić bidon/kubek ze słomką. Tu jest problem, bo aby w bidonie dało się podpompować  picie musi być on miękki - ja takiego nigdzie nie znalazłam. Dodatkowo powinien mieć małą pojemność, żeby w trakcie licznych codziennych treningów nie marnować smacznego picia. Hania np. za każdym x lubi się napić czegoś innego- herbata, Kubuś, sok, rumianek, melisa, itd. Polecam zatem kupić napój w plastikowej miękkiej butelce  z Lidla lub Biedronki (takie z ustnikiem typu Play) i napełniać ją tym, co dziecko lubi + słomka.

     4. Teraz czas na wspomniany bidon. Ja kupiłam na allergro małe, przezroczyste i z silikonową   słomką.   Słomki wymieniłam jednak na silikonowe słomki Canpola. I już!


       Z jednego Hania pije w domu, z drugiego w przedszkolu. Teraz najważniejsze - dajemy dziecku   pic słomką, jak jest dość spragnione - wtedy będzie mieć sukces :) Ja podając picie kubkiem dość  często - dziwiłam się dlaczego Hania nie chce pic ze słomki…A po co ma się wysilać, jak jej się pić nie chce zbytnio….???



 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego