Nowa strona Hani

Idź do spisu treści

Menu główne

Sierpień 2014

Aktualności

Sierpień 2014



Trzeba usiąść, zebrać myśli i ...do dzieła! Brak czasu brakiem czasu - ale coś się dzieje i  nadrobić zaległo  ?ci mus !
Wszystkiemu winna przeprowadzka, gdyż od 25 maja jesteśmy mieszkańcami Nowej Huty:)  Na zmianę miejsca miało wpływ wiele czynników, ale w końcu udało się, choć przeprowadzkę Hania zniosła dość   ciężko - nasiliły się lęki i to do tego stopnia, że zwykły spacer koło bloku był niemożliwy. Trudno było położyć ją w łóżku, zostawić na chwile w pokoju...Musieliśmy wykonać krok w tył i z 1/2 tabl. luminalu znów wrócić do 1 tabl. Widzimy wyraźnie,  że lek  ten nie działał przeciwnapadowo, ale ...przeciwlękowo, co można zauważyć, ilekroć schodzimy z kolejnej porcji. Hania zwykle wtedy  staje się lękliwa, boi się nie wiadomo czego - nowych osób, śmiechu dzieci, białej ściany, sali w przedszkolu.....wtedy albo czekamy kilka tygodni  na poprawę, a jak ta nie nadchodzi - to wracamy do poprzedniej dawki. Ale że wycofujemy już lek ponad 2 lata, to mam nadzieje, ze w  końcu się to uda, bo warto!!! Już od dawna widzimy efekty - Hania jest o wiele bardziej świadoma i wie, co się wokó  ? niej dzieje, lepiej rozumie sytuacje, odróżnia „swoich” od mniej swoich:), lepiej się komunikuje z nami, ma
szybszą reakcję, itd.
Hania zażywa obecnie depakine chronosphere 750mg, neurotop retard  300  2 tabl. i luminal 1 5mg 1 tabl. Jeśli chodzi o napady - to od dawna nie ma już tych zagrażających życiu.....ciiiii..........  

W maju także ( nie z własnej woli....) przestaliśmy być objęci opieką hospicjum ALMA SPEI...  Szok i niedowierzanie  zbiły nas z nóg na dłuższy moment, ale takie życie...Trzeba było organizować opiekę
medyczną od początku, i to w nowym miejscu, gdzie nie zna się nikogo, i nikt nie zna Hani. Pielęgniarka, która
pobierze krew, zmierzy saturację, lekarz,  który wypisze receptę, zbada dziecko w domu, rehabilitant,  to niewyobrażalnie ułatwia życie i zmienia rzeczywistość na bardziej „ zaopiekowan  ?”. Dzięki temu właśnie czuliśmy się na tyle pewnie, że mogłam wrócić na jakiś czas do pracy i przeprowadzić si  ?...Teraz już KONIEC. Drugie, myślę takie już moje osobiste przemyślenia, dotyczą samych relacji z pracownikami hospicjum, bo  jednak wszystkie wizyty, rozmowy, spotkania integracyjne głęboko wchodziły w naszą codzienność. Zwierzenia, problemy,  nieraz łzy...dużo daliśmy z siebie jako rodzina. Nie jest łatwo kogoś zaprosić do swojego życia, a potem ot tak! pożegnać…  Jednak to spory stres i jak tak sobie myślę, podobne uczucia dość często mi towarzyszą. Rzecz dotyczy chociażby przedszkola Hani - praktycznie  co roku zmieniają się Panie, skład grupy i sala. Niby to naturalne, że jedne dzieci już odchodzą, a przychodzą inne, ale to zawsze napi  ?cie - bo czy nowa Pani da radę?, zauważy, że Hania „woła” na nocnik?, że chce jeść już?, że jej niewygodnie? Wskazówki,  rady, instrukcja obsługi dziecka - od początku :) Szczęśliwie się składa, że to  zawsze odpowiednie osoby w  odpowiednim miejscu... No i z dziećmi się człek poznaje, zżywa, z rodzicami, mamami.....to już po tylu latach Przyjaciele:)  Buziaki dla Was!

Zakończenie roku w przedszkolu było jak zawsze wzruszające i profesjonalnie przygotowane:).Dzieci
wystrojone, dyplomy,  kwiaty, ciasta, kawka:) To cenne chwile, bo od  września Hania będzie już
przedszkolakiem ostatni rok. Co dalej? Czas pokaże, jak widać życie zaskakuje, a człowiek sobie jednak
JAKOŚ RADZI, zatem - głowa do góry! ( Mamo.....:))  Niestety z końcem roku zostaliśmy jako Rodzice postawieni przed niemiłym faktem - od września koniec z rehabilitacją w  przedszkolu - bo „to placówka oświatowa, a nie medyczna”. „Gorąca linia” z rodzicami pokazała , jak wszyscy są tym zaniepokojeni,  bo dotychczas dzieci miały fizjoterapię w ramach zajęć w przedszkolu plus dodatkową w domu prywatnie, co w sumie dawało 3x/tyg. Ciężko  jeździć ze zmęczonym dzieckiem jeszcze po przedszkolnych zajęciach na rehabilitację w zupełne nowe dla niego miejsce, niektórzy  rodzice pracują do późna i to również nie ułatwia sprawy. Rozpoczęliśmy szybko poszukiwanie rehabilitanki/ka dla Hani do domu,  co okazało się trudniejszym zadaniem niż myślałam. Znaleźć osobę , która może przychodzić do Hani, i  która Hania zaakceptuje, nie będzie się jej bać i płakać w niebogłosy (wrzeszczeć aż do sinych ust),
która ma czas  po południu, no i oczywiście odpowiednie kwalifikacje. O postępach będę informować! Na koniec
zabawna relacja z pogoni za receptami  dla Hani na leki, które zażywa od lat:     

   
1. Odnotowanie, że lekarstwa się kończą....
   2. Wyprawa na pobranie krwi do Diagnostyki celem zbadania poziomu leków.
   3. Pojechanie do naszej p. neurolog z Hania na wizytę( msce, gdzie recept nie dostaniemy, bo niepaństwowe), by umówić się

        
w Poradni Neurologicznej Uniwersyteckiego Szpitala Dzieci  ?cego w Prokocimiu, brrrrr.....
   4. Pojechanie tamże( bez Hani, bo już badana wyżej), odczekanie w koleeeejce ludzi z dziećmi z całej
południowej Polski (?)
   5. Wejście do gabinetu - wyjście z gabinetu, bo kartoteki brak - zejście po nią do główne rejestracji, tzw”   pomarańczowej”

       i pierwsze problemy - Czy skierowanie od lekarza ma? Nie ma....Nie ma? Dlaczego? Musi być co poł roku! Bo Hania była w
      
hospicjum i nie przyjeżdżaliśmy tu.... Skierowanie donieść! ok....uffff
    6. 2 pietra w gorę i jestem w gabinecie. Mam recepty.
    7. Zbiegam z receptami do szpitalnej apteki, w razie gdybym miała wracać do lekarza.
    8. Wracam na 2-gie do lekarza, bo pani nie chce wydać leków, bo nie może się w czymś połapać.
    9. Lekarz wypisuje recepty x jeszcze.
    10. Zbiegam do apteki, ale pani znów cos nie gra
   11. Gnana prędkością światła jestem znów u lekarza, który z anielska cierpliwością przepisuje recepty, tym razem każdy lek
         
oddzielnie. Cacy :)
    12. W aptece wykupuje część lekarstw, bo jednego nie ma i już jestem wolna, jak ptak. Cieszę się , że nie  zabrałam z sobą Hani i
         że są wakacje, bo musiałabym wziąć na to wolny dzień :) Pokonuje z 20 km drogi powrotnej i już jestem z moją Hanią.
         
Jupii   !!
   13. Teraz jeszcze telefon po aptekach i zamówienie brakującego leku w jednej z nich, pojechanie  po niego następnego dnia i to
         już naprawdę koniec! :) Żeby tylko o tym skierowaniu nie zapomnieć….dowieźć.

Zapomniałabym napisać ,że Hania była pierwszy raz u specjalnego stomatologa od specjalnych dzieci! A
sprawa była taka - górna jedynka chwiała się na wszystkie strony przez dwa tygodnie i nie mogła wypaść. Hania nie dała sobie nijak pomóc.  Ząb duży i obawa by nie wypadł w nocy ( Bo śpi koszmarnie, wierci się i rzuca ze hej…) .Umówiliśmy wizytę licząc po cichu,   ?e jednak ząbek wypadnie sam…..nie wypadł… Wrzask i płakanie  już po przekroczeniu progu gabinetu. Na szczęście wspaniała pani  dentystka wraz ze swoją asystentką, zajrzała Hania do buzi na 1 s. i stwierdziła że jutro ząbek wypadnie sam i nic z nim robić nie musimy. Ufff  ?.Hania nadal płakała jak oszalała, ale zdążyłam usłyszeć że zęby Hani są idealne, żadnej dziurki(choć mocno  starte od zgrzytania), ze kolor wszystkich rosnących choć inny, bo żółty, to tak ma być, i że to naturalne, a nie od leków  zażywanych w niemowlęctwie ani nie od braku podawania wówczas D. Ulga. W poczekalni spotkaliśmy Hani koleżankę Zosi  ? z przedszkola wraz z mama - Zosia miała usuwany ząbek w znieczuleniu i nie uroniła nawet łezki, taka dzielna ta Zosia! A ząb następnego dnia wypadł…..Polecam wszystkim Krakowską Poradnię Stomatologiczną i panią Kurek!!
www.mierzeja.pl


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego